Rozliczając American Dream. Part 1. Szybki sukces

Kolejny post dla Klubu Polek na Obczyźnie, z cyklu: „Jak zmieniło się postrzeganie mojego kraju…”. Zdaję sobie sprawę, że rozliczanie Stanów Zjednoczonych po zaledwie 2 latach pobytu może nie być aż tak dogłębne, na pewno wiele jeszcze będzie się zmieniać, ciągle odkrywam ten kraj, tak złożony i skomplikowany i na pewno nie raz mnie jeszcze zaskoczy.

Postanowiłam skupić się na jednym konkretnym temacie, o którym każdy zawsze ma coś do powiedzenia i który wywołuje wielkie emocje u wszystkich, którzy byli, a tym bardziej NIE byli w Stanach – American Dream.

American Dream ma wiele twarzy i nie da się łatwo odpowiedzieć – ‘istnieje’ – ‘nie istnieje’. Ponieważ to złożony temat, a jednocześnie bardzo intrygujący, rozbiję go na kilka wpisów, gdzie przedstawię różne jego aspekty.
Zaczynam więc od początku, czyli ‘szybki sukces’.

American Dream, to w moim rozumieniu tyle, co ‘od zera do milionera’. Nie ważne gdzie się urodziłeś, jakim językiem mówisz, z jakiej prowincji się wywodzisz i jak mało od życia dostałeś; jeśli ciężko pracujesz, to zajdziesz daleko! Znamy to z filmów, z opowieści, z naszych własnych marzeń i wyobrażeń. A jak to widzę w praktyce…

Koleżanka z Polski opowiada mi…’Wiesz, znam parę, która wyjechała do Kanady, ona Hiszpanka, on Węgier. Zaczęli pracować w bardzo prostych zawodach, w budowlance, gdzieś na recepcji…po dwóch latach mają dom, samochód i jeżdżą na wakacje do Meksyku! A ja? Mam doktorat i nie jestem w stanie znaleźć godnej pracy, a co dopiero kupić samochód czy wyjechać ot tak na wakacje do Meksyku…’.

No dobra, to teraz po kolei…(choć przykład dotyczy Kanady, to w USA odbywa się to tak samo).

Przed przyjazdem do Stanów, pewnie myślałabym podobnie, szczególnie jeśli porównujemy sytuację z Polską. Ale teraz wiem, że często wpadamy w mało widoczną pułapkę. Po pierwsze, tak, legalne prace w Stanach (czy Kanadzie), nawet te z, powiedzmy niższego szczebla, są lub mogą być dobrze płatne, można się z nich utrzymać i jest ich całkiem dużo. Na dzień dzisiejszy bezrobocie w Stanach oscyluje na poziomie 4-5%. Jeśli ma się dokumenty i pozwolenie na prace (!!!) to raczej nie powinno być problemu z jej znalezieniem, nawet bez większych kwalifikacji. ZUPEŁNIE inna historia, jeśli nie mamy dokumentów i pozwolenia na pracę, ale o tym w następnym wpisie. Okazało się, że Węgier już miał obywatelstwo Kanady, więc ten gigantyczny próg, który jest chyba najtrudniejszy do przejścia, nie był problemem.

Po drugie, samochód. W Stanach (czy Kanadzie) posiadanie samochodu to absolutny Must. Może z kilkoma wyjątkami, gdy mieszkamy w dużym i bardzo dobrze skomunikowanym mieście. Nie ma tu porównania z Polską czy Europą, gdzie wszystko jest blisko, a transport publiczny świetnie działa. Kupienie samochodu w Stanach, też wygląda zgoła inaczej niż w Europie. Prawo jazdy zdaje się praktycznie od ręki, koszt to jedynie $20-30 (nie trzeba robić kursu), a kupienie nowego samochodu trwa 10 minut. Rejestracja w urzędzie to też prosta sprawa. Używanych samochodów jest na pęczki, można kupić w miarę sprawne auto już za $1000, czyli powiedzmy, odkładając pieniądze przez 3-4 miesiące. Jeśli wolimy droższe auto lub chcemy mieć je od razu, bierzemy kredyt, który dostanie każdy, wystarczy jeden podpis.

fresnoautoplex.com

fresnoautoplex.com

Teraz przyszła kolej na dom. Dom z ogródkiem, biały płot i codziennie rano gazeta pod drzwiami, po którą wychodzisz w szlafroku z gorącym kubkiem kawy…Brzmi znajomo? Taki właśnie obraz kodują nam filmy, budując i podtrzymując mit. I znów powtórzę, dom w Stanach to zupełnie inna bajka niż dom w Polsce czy Europie. Tutaj domy stawia się w 2 tygodnie (serio, widziałam na własne oczy!). Domy są głównie konstruowane z drewna czy materii drewnopodobnej, bez solidnych fundamentów (czasem żadnych!), oklejone dyktą od wewnątrz, a na wierzch, czasem, żeby ładnie wyglądało, przykleja się imitację cegły (taką grubości 3 cm) – to widziałam w Teksasie. Również w Teksasie można na przykład kupić dom już istniejący i przewieźć go sobie na swój teren (patrz zdjęcie).

mobile-homes-537x332

Domy są budowane szybko i tanio. Po kilku, nie mówiąc nawet kilkunastu latach wymagają albo remontu, a czasem nawet szybciej i taniej będzie je zburzyć i postawić od nowa niż bawić się w odnawianie.
Kredyt dostaje się łatwo i bez większych formalności. Jeżeli większy i bardziej sprawdzony bank nas nie przepuści, to jest cała masa prywatnych firm, które udzielają kredytów na większym oprocentowaniu, ale bez większej ingerencji w nasze dochody (pozdrawiamy kryzys finansowy z 2007 roku!). Bywałam w wielu domach, czy mieszkaniach w Stanach i z ręką na sercu powiem, że nie umywają się do polskich. Latem nagrzewają się horrendalnie, zimą przepuszczają mróz. Są nieszczelne, nieoszczędne. U mnie w mieszkaniu, w Chicago prawie cały rok na zmianę działa klimatyzacja i ogrzewanie, bo trudno utrzymać stałą temperaturę. Aż strach powiesić obraz na ścianie, bo dykta się kruszy i nie wytrzymuje. Wszystko ładnie wygląda na pierwszy rzut oka, ale jest zupełnie niepraktyczne i nietrwałe.

I na koniec wakacje. Wakacje w Meksyku, które dla Polaków są raczej luksusem, w USA czy Kanadzie, są standardowym wyjazdem. Biorąc pod uwagę zarobki w dolarach, ilość lotów i ofert podróży, nie trzeba się wiele napracować, żeby na taki urlop sobie pozwolić. 10 dni wakacji w Cancun wyjdzie taniej niż 10 dni w jakimkolwiek miejscu w USA. Czyli trochę tak jak w Polsce. Wakacje w Egipcie, Tunezji, są tańsze niż nad polskim morzem. Plus, jak ze wszystkim, nigdy nie ma, że nas nie stać, bo zawsze można wziąć co?…..kredyt!

Take-a-vacation-to-mexico

windycitytravel.com

Amerykanie przyjeżdżając do Cancun, siedzą w swoich hotelach all inclusive i zazwyczaj nie wystawiają nosa poza hotelową plażę. Może 1 na 10 Amerykanów, który mówił mi o swoich wakacjach w Meksyku, widział coś więcej poza swoim hotelem i lotniskiem….ale to tak na marginesie.

Podsumowując. Wyznaczniki szczęścia i sukcesu wydają się podobne dla wszystkich – stabilna praca, samochód, dom, wakacje; ale w zależności od kraju są bardzo różnie rozumiane. W Stanach da się relatywnie szybko zarobić pieniądze i spełnić te podstawowe marzenia, ale trzeba wziąć sporą poprawkę na to Co znaczy ten samochód, ten dom, te wakacje. Z jednej strony są przecież realne, prawdziwe, ale z drugiej jakieś takie udawane, nie do końca. Ten dom stoi, ale trochę krzywo. Samochód jeździ, ale często się psuje. Drinki z hotelu są nieograniczone, ale na najtańszych alkoholach. Więc wtedy zdajesz sobie sprawę, że coś tu nie gra, że to marzenie trochę inaczej wyglądało…Wtedy zaczynasz szukać czegoś lepszego, trzeba podnieść status, bo to co mam, mają prawie wszyscy. A jeśli wszyscy to mają, to czym ja się wyróżniam? Tak właśnie zaczyna się gra…gra w kapitalizm i gra w Monopoly…ale o tym w następnym odcinku…

Polecam doświadczenia i refleksje dziewczyn z innych krajów:

Karolina ze Szwecji
Agata z Turcji
Dorota z Wielkiej Brytanii
Kasia z Belgii 
Małgosia z Holandii

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Rozliczając American Dream. Part 1. Szybki sukces

  1. Pingback: PROJEKT LETNI: JAK ZMIENIŁO SIĘ NASZE POSTRZEGANIE KRAJU EMIGRACJI - Klub Polki na Obczyźnie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s