Może się powtarzam…

IMG_1030.JPG

Chicago dzisiaj we mgle

Może się powtarzam, ale znów mam parę przemyśleń dotyczących migracji.

Życie na migracji to dla mnie ciągłe wyzwania. I już pomijając wyzwania papierkowo-wizowe, dokumenty, rachunki, urzędy i wszystko, co wiąże się z życiem na co dzień; dużo trudniejsze są dla mnie wyzwania emocjonalne i światopoglądowe. A te pojawiają się co jakiś czas i robią niezły burdel w głowie. Oto moje złote myśli na dziś:

  1. Miejsce MA znaczenie! Twój światopogląd funkcjonuje jako spójna całość w danym miejscu, w danej rzeczywistości i wśród danych ludzi. Gdy jeden z punktów się zmienia, musisz przearanżować całą resztę.
  2. Gdy obracasz się w kręgach ludzi, którzy mieli podobne doświadczenia, chodzili do podobnych szkół, mówią podobnym językiem, podróżują do podobnych miejsc, lubią podobne filmy i czytają podobne książki, zawsze będziesz guru. Będziesz zajebiście mądra, oczytana; dasz najlepszą radę i będziesz się czuć dobrze ze sobą. Dopiero, gdy znajdziesz się wśród ludzi, którzy są zupełnie od Ciebie różni, którzy nie znają Twojego języka (i nie chodzi mi o język obcy), którzy przeżyli zupełnie inne życie, czytali zupełnie inne książki i doświadczyli rzeczy, o których nie miałaś najmniejszego pojęcia…dopiero kiedy skonfrontujesz siebie i to co myślisz i uważasz za ‘mądre’, ‘prawdziwe’, Niepodważalne!…dopiero kiedy Twoje najlepsze cytaty i złote myśli przestaną działać…dopiero, gdy poczujesz się zostawiona na lodzie, bez koła ratunkowego, bez niczego, co jest Ci znane i do czego możesz się odnieść…gdy zburzysz wszystko, co budowałaś przez lata i, co było dla Ciebie niepodważalne, ważne, piękne i prawdziwe; gdy będziesz musiała wszystko definiować od zera…dopiero wtedy będziesz wiedziała ile te Twoje mądrości, wiedza i doświadczenie są/były naprawdę warte…
  3. W naszej kulturze i nurtach myślowych, przyzwyczajeni jesteśmy do idei czasu linearnego. Wszystko płynie linearnie, w danym kierunku i celu. Tworzymy, nasze życie idzie do przodu, budujemy na podstawach, które ktoś kiedyś postawił. Każda kolejna rzecz i doświadczenie jest dodatkiem to wszystkiego, czego się do tej pory nauczyliśmy. Zaczynam coraz częściej redefiniować także tę teorię. Coraz częściej czuję, że nawet jeśli istnieje coś takiego jak progres, to nie jest on linearny a kołowy. Czuję, że ciągle zataczam koła, dochodzę do czegoś, po czym wracam, redefiniuję i zaczynam znów od początku. Ciągłe powroty, próby i te same walki. Nigdy nic się nie wie raz na zawsze. Nigdy nic nie jest skończone ani poznane. Będziemy wciąż wracać i przeżywać wszystko na nowo, zmieniać, polepszać, doskonalić, burzyć i budować od nowa. I nie chodzi tu o pesymizm, a inną perspektywę. Przestaję się przyzwyczajać do myśli, że jest jakiś punkt kulminacyjny, jakiś koniec, jakiś garnek złota. Nie ma.
Reklamy