Wigilijne dylematy

when-was-the-last-time

Tak to już jest, że jak człowiek mieszka na obczyźnie to musi się pogodzić, że wszystko i zawsze będzie musiał robić po raz pierwszy. I zazwyczaj w wersji bez instrukcji obsługi, bez telefonu do przyjaciela, zapewne w nieznanym sobie języku, a już na pewno w otoczeniu, które jest zaprojektowane tak, aby dokonać prawidłowej selekcji naturalnej. Przetrwają tylko najsilniejsi. To trochę tak jak ze studiami i paniami w sekretariacie. Dyplomu za ukończenie nie dostaje się za dobrze zdane egzaminy, a za lata chodzenia od drzwi do drzwi, pytania, błagania, wylanych łez, zdobywania podpisów i dobijania się do drzwi, które otwarte są tylko od 11 do 12 w co drugą środę, a też nie zawsze i nikt nie wie dlaczego.

Życie za granicą to prawie to samo, tylko że zawsze, na zawsze, na każdym kroku i oczywiście bez dyplomu na koniec. Ewentualnie możesz mieć własną, wewnętrzną satysfakcję i przy odrobinie szczęścia podzielić swoimi osiągnięciami na Facebooku, choć tylko nieliczni będą w stanie naprawdę docenić, że udało ci się zdobyć to pozwolenie o pracę, prawo jazdy czy wyrobić paszport w polskim konsulacie (bo co to za problem?).

Sprawy zawsze się komplikują w okolicach świąt, które są przecież bardzo znaczącym (przynajmniej dla mnie) okresem, nasyconym różnymi tradycjami i przyzwyczajeniami. I choć w moim domu święta nigdy nie były aż tak tradycyjne, to naszych rodzinnych tradycji jak kupowanie ostatniej, już tej najbrzydszej choinki w dniu Wigilii, kanapeczki z szyneczką na śniadanie (ups! Znowu…), ostatnie zakupy prezentowe i jedzeniowe w Promenadzie, coroczne zapominanie o imieninach Adasia; stały się wyznacznikami naszych świąt. Takich rzeczy brakuje i zawsze będzie brakować.

Kolejną kwestią jest jedzenie. Jakoś tak skonstruowany jest człowiek, że smaki i zapachy działają na niego silniej niż jakikolwiek obraz. Dlatego też smakami i zapachami zawsze próbuję odrobinę świątecznej uczty przemycić do nowych miejsc. Lubię gotować, więc na każde święta, czy te w Polsce czy w Meksyku czy teraz pierwszy raz dla mnie w USA, przygotowywałam kilka polskich dań. W Meksyku z racji działalności „AmaPoli” do perfekcji miałam już opanowane bigosy, pierogi, makowce, barszcze, paszteciki; zarówno w ilościach industrialnych jak i bardziej personalnych. Wiedziałam już jaka kapusta (ha, była tylko jedna), gdzie kupić przyprawy, jak przyrządzić, ile czego, żeby było jak trzeba. Może nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale przy każdej przeprowadzce cała wiedza życiowa, a w tym również ta kulinarna, musi przejść znaczące metamorfozy. Warzywa i owoce smakują inaczej w Polsce, inaczej w Meksyku, inaczej w San Antonio i inaczej w Chicago. I nawet przy całej komercjalizacji, globalnej konsumpcji i wszechobecnych, ogólnodostępnych produktach, trzeba wszystko poznać na nowo, dostosować się do innego klimatu i zwyczajów, a nawet zmienić upodobania i przyzwyczajenia. Już nie mogę jeść mango i papai na śniadanie, pić soku ze świeżych pomarańczy 3 razy dziennie, ani chodzić po limonki do ogrodu. Najbardziej boli mnie awokado, które tak uwielbiam, już nie ma cały rok i nie smakuje do końca tak samo. Ale w nagrodę mam inne rarytasy – ser biały, kabanosy, śledzie, ogórki konserwowe, dobre wędliny, pieczywo, Wasę, chrupki kukurydziane i Chio Chips paprykowe; więc nie ma co narzekać.

W tym roku pierwsza Wigilia w Chicago, ale też pierwsza Wigilia, na której będziemy tylko we dwoje (no i pies, jego też pierwsza z nami). Bardzo chciałam, żeby było nas więcej, ale jakoś nie wyszło. No i tak dziwnie mi z tym trochę. Co przygotować? Co ugotować? Do dwunastu potraw raczej nie dociągnę. Czy będziemy ‘zasiadać’ do kolacji? Czy się ładnie ubrać? Czy ‘nakryć’ do stołu? Czy zostawić miejsce dla niespodziewanego gościa? A może po prostu zalec w dresach na kanapie i oglądać seriale? Czy polskim zwyczajem damy sobie prezenty po kolacji, czy meksykańskim następnego dnia rano? No właśnie, rzeczy oczywiste są oczywiste tylko do czasu, aż przestaną być oczywiste. Jeszcze nie przetestowaliśmy wspólnych świąt na Amerykańskiej ziemi, więc na dniach wszystko się okaże…

Wesołych Świąt!

 

Processed with VSCO with t1 preset

Choinka jak życie DIY

 

Reklamy