Jedna burza, która nawiedziła mój ślub

Kiedy siedziałam na krześle w domku Uli, która malowała mnie i czesała do ślubu, wreszcie w spokoju popijałam piwo i patrzyłam przez okno. Na początku lekki deszczyk, spoko, jeszcze 2 godziny, jest czas żeby się wypogodziło. Za chwilę wiatr, potem silniejszy wiatr i w końcu przyszedł, tajfun. Z całym swoim tropikalnym łomotem przekręcał palmy na wszystkie strony. Już było mi wszystko jedno. Już przestałam się stresować karteczkami na stołach, kto gdzie usiądzie, jakiego koloru są kwiatki, czy gdzie podziały się wachlarzyki. Odeszły wszystkie ostatnie organizacyjne stresy, teraz już na nic nie miałam wpływu. Podobno ma przejść i za 3 godziny wyjdzie słońce, cudownie! W tle leci „Rain, rain, go away” którego słucha roczna córeczka Uli. Zaklinamy.

Potem przyszła Zielak i mówi, że niestety burza nie przejdzie. Ale mimo wszystko jedziemy na miejsce, zobaczymy co da się zrobić.

Panuje organizacyjny zamęt. Goście powoli się zbierają, a tu chaos. Każdy wchodzi, wychodzi, kombinujemy, przestawiamy, szukamy opcji, rozmawiam z Diego przez uchylone okno, konsultujemy, zrobimy jak się da, ale ślub musi przecież być dzisiaj.

Skracając historię, udało się. Ślub był, podobno był piękny. Jeszcze nie umiem się z tym pogodzić, bo w moim wyobrażeniu wyglądał zupełnie inaczej. Połowy zaplanowanych rzeczy nie udało się zrealizować, piękny ołtarz z kwiatów, nad zielonym morzem, odfrunął wraz z wichurą; dekoracje i światła szlag trafił. Ale się udało. Deszcz przestał padać, udało się rozstawić po raz piąty stoły, postawić na nich parę świeczek, powoli wszystko zaczęło nabierać kształtu. Podgrzewacze do jedzenia się zalały, więc jedliśmy zimne. Połowa jedzenia gdzieś się zniszczyła, albo została zjedzona przez ekipę. Nie było świateł, na prędce rozstawiali co się dało. Dj okazał się słaby. Kelnerzy rozlali szampana przez toastem. Potem rozdali tort przez pokrojeniem przez nas oficjalnego. Plus parę innych tragedii.

A potem okazało się, że nikt nawet nie zauważył. Tylko ja. Bo tylko ja wiedziałam, że to wszystko nie tak, nie tak, nie to. Tylko ja się stresowałam, bo nikt inny nie wiedział jak Miało być. Podobno było wspaniale. Podobno było pięknie, podobno wszystko wyszło super. Jeszcze trochę płaczę za tym wszystkim czego się nie udało i co nie wyszło. Jeszcze myślę, o tym, że miesiące przygotowań poszły na nic. Jedna burza, podczas tygodnia pięknego słońca. Jedna burza, która miała przyjść 12ego marca do El Cuyo, na Jukatanie.

Jedna burza, która zniszczyła dekoracje, światła, jedzenie, piękne zdjęcia. Jedna burza, którą na zawsze zapamiętam. Jedna burza, która pokazała mi, że ludzie, którzy mnie otaczają to najwspanialszy prezent, który jakakolwiek panna młoda może sobie wymarzyć.

Każdy pomagał jak mógł. Każdy stanął na wysokości zadania i z największym i najbardziej szczerym uśmiechem jaki może być powtarzał „To na szczęście!”, „jest wspaniale, nie przejmuj się!”. Nigdy w życiu nie czułam takiej miłości i serdeczności jak podczas tej jednej burzy. Dzięki temu dałam radę stać na nogach i cieszyć się, że w ogóle daliśmy radę. Na nasz ślub na końcu świata, przyjechało ponad 70 osób. Rodzina i przyjaciele, którzy pokazali, że są i będą, że nie zawiodą, i że wszystko im jedno czy zjedzą zimne jedzenie i zmoczą się na deszczu. Którzy zamiast narzekać i krytykować, spytają się „w czym mogę pomóc?”.

To chyba stąd tak naprawdę moje łzy. Chyba nie płaczę za wyobrażeniem idealnego ślubu, pocałunku i zdjęć w świetle zachodzącego słońca. Chyba te łzy płyną z nieprzetrawionych jeszcze emocji i szczęścia jakie czuję za tak nieocenione wsparcie jakie dostałam. Z taką mocą można wszystko. Można brać ślub podczas tajfunów, można złapać gumę po środku niczego, wioząc hektolitry alkoholu na wesele, utknąć bez zasięgu, i dać radę; można postawić na małym tarasie 70 krzeseł i odprawić ceremonię; można bawić się do słabej muzyki do samego rana i pić tequilę, choć szoty nie wchodzą; można doświetlać zdjęcia latarkami z telefonów i można wstrzymać oddech gdy spada kolejna kropla deszczu; można zatańczyć pierwszy taniec po raz pierwszy w życiu; można upaść na plażowym piasku i śmiać się do rozpuku w objęciach przyjaciół.
Można wszystko, bo niby czego więcej trzeba?

Właśnie przeczytałam życzenia z naszej pięknej księgi gości i już nie wiem, o co mi chodzi. Było cudownie! Dziękuję, że jesteście.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Jedna burza, która nawiedziła mój ślub

  1. Brzmi jak w jakims filmie. Wiesz, jak mówią – najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz 😉
    A dodatkowo we Francji jest takie powiedzenie „Mariage pluvieux. mariage heureux” Czyli deszczowe slub, szczesliwe małżeństwo
    Dużo szczęscia na nowej drodze życia :*

    Polubione przez 1 osoba

    • Dziękuję! To rzeczywiście ładnie powiedziane:) Przetrwaliśmy tyle, więc damy radę ze wszystkim innym;). Z każdym dniem odpuszczam wyobrażenia i rozczarowania i widzę coraz więcej sensu. Ale jeszcze trochę trawię emocje. Pozdrawiam!

      Polubienie

  2. Najważniejsze, że pana młodego tajfun nie porwał! Pomyśl, to mógł być kolejny zwykły ślub (choć nie wątpię, że zaplanowałaś wszystko bardzo niezwykle), a jaki był! To dopiero ceremonia! Będzie o czym dzieciom opowiadać. No i gratulacje tak w ogóle!

    Polubienie

    • haha, będzie, będzie:) Teraz powtarzam wszytskim, że to takie banalne brać ślub na plaży, gdy świeci słońce, a sztuka zrobić to przy tropikalnej burzy;). Takie życie, testuje nas na każdym kroku. Czekam na zdjęcia, żeby zobaczyć jak było ‚innymi’ oczami;)

      Polubienie

  3. Isia super blog, od razu się zaczytałam! I gratuluje ślubu; takie przygody i przeciwności losu tylko gwarantują, że ten dzień pozostanie niezapomniany 🙂 pozdrowienia!

    Polubienie

    • Dziękuję bardzo! Będziemy wspominać do końca życia na pewno;) I mamy piękne zdjęcia, na których utrwalone zostały niesamowicie wszystkie emocje, więc widać, że było wyjątkowo:) pozdrowienia!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s