Alternator trip

Kontynuując historię naszego poczciwego Clio, dochodzimy do momentu, kiedy nagle coś zaczęło szumieć, stukotać, aż pewnego dnia przestało działać. Po przebyciu takiej podróży jako samochód towarowy oraz kolejnych 3 miesiącach jeżdżenia po płonących teksańskich szosach, Clio odmówiło posłuszeństwa. No cóż, bywa. Dociągnęło do pierwszego lepszego warsztatu, gdzie okazało się, że jakieś rury, coś i…alternator.

Nie byłoby żadnego problemu gdybyśmy byli w Meksyku, kupujemy nowy lub używany, kilka godzin i jak nowe! Jednak niestety, nikt nam nie powiedział, że w Stanach Zjednoczonych Ameryki, w tym cudownym kraju gdzie można wszystko, nie można dostać alternatora do Ranault Clio, bo Renault w ogóle nie istnieje…Nie ma, nie znają, a jak nie ma, to nie ma też części. Clio utknęło w warsztacie, a ja w domu.

Już pisałam, ale napiszę raz jeszcze, San Antonio bez samochodu jest zmorą. To nie jest miasto, choć ma prawie 1,5 mln mieszkańców. To magni-prowincja, z małym i ładnym down town, osiedlami identycznych domków z kartonu (o tym niebawem) połączonymi ze sobą autostradami. Do centrum dojeżdżam samochodem w 15 min, choć to 25 km od domu, i jak na odległości jakie się tu pokonuje, to i tak całkiem blisko. Jednym słowem, bez samochodu nie ma bata!

Ponieważ miałam egzaminy i parę spraw do załatwienia, musiałam przesiąść się na transport publiczny. Jest to ciekawe zjawisko, o którym też kiedy indziej opowiem – autobusy z wifi, licznymi miejscami dla wózków i niepełnosprawnych; nowoczesne i szybkie. Gdyby nie to, że jeżdżą raz na pół godziny, a pasażerowie to najniższa i niezbyt myjąca się klasa społeczna, to byłoby jak w raju.

Nie ma co, trzeba jak najszybciej załatwić alternator. Przesłanie go pocztą z Meksyku było pierwszym pomysłem. Ale niestety, firmy handlujące tańszymi używanymi częściami nie wysyłają nic za granicę (jak się później okazało, autoryzowane Renault też nie). Potem inna opcja – Nuevo Laredo. Bratnie miasto przygraniczne amerykańskiego Laredo, najbliższa granica z San Antonio, ok 2,5h drogi. Obdzwoniłam wszystkie warsztaty, nikt nie ma takiego alternatora, ani nikomu się specjalnie nie chce go sprowadzać.

Jeszcze tylko wspomnę. To nie jest tak, że po prostu „poproszę alternator do Renault Clio” (czemu tak nie jest?!?!). Musi się zgadzać rocznik samochodu, marka alternatora (Bosch albo coś tam) oraz numer alternatora. Jakby nie można było produkować jednego?!

Musimy iść o krok dalej – Monterrey. Jest! Warsztat ma alternator, identyczny, używany, sprawny, dobra cena, mogę przyjechać i zamienić mój na „nowy”. Żeby nie było, trasa to prawie 500 km, ok 7 h jazdy, plus granica. Jeśli wyjadę w nocy, dojadę rano, zamienimy, wracam tego samego dnia, damy radę.

Jadę autobusem z jednym, niedużym plecakiem, w którym mam kurtkę, kanapeczki na drogę, 10-kilogramowy alternator i 2 rury do chłodnicy (też się zepsuły i nie można dostać w USA).

W głowie obmyślam jak się wytłumaczyć celnikom na granicy. Już raz przejeżdżałam przez tę granicę autokarem, z Meksyku do SA, kiedy były wakacje i nie było biletów samolotowych. 9h stania na granicy, najpierw w autokarze, potem kolejki po kartę wjazdu do Stanów, upał, tysiące ludzi, koszmar. Powiedziałam sobie „nigdy więcej”. Ale jak wiadomo, nigdy nie wiadomo.

O 2 am dojechaliśmy do granicy, tym razem „tylko” 5h czekania. Tak jak przejeżdżając samochodem za pierwszym razem, obładowani po dach i 2 m nad dachem, przejechaliśmy w 5 min, bez sprawdzania, bez żadnych pytań; tak gdy przejeżdżasz autokarem, musisz wyjść, czekać w kolejkach, wziąć wszystkie manatki i przepuścić je przez skaner.

Stałam o 5 am z moim 10-cio kilogramowym plecakiem, alternatorem, który szczerze mówiąc, jak ktoś się nie zna, to wygląda jak bomba; myśląc – „przejdę czy nie przejdę?”.

W głowie miałam całą, piękną historię, „że Clio”, „że nie ma Renaul”, „że to jedyna możliwość”, itp. Ku mojemu zaskoczeniu, plecak przejechał bez mrugnięcia okiem.

Ale jak to?! Nic? Ani słowa, ani dziwnego spojrzenia, ani jednego pytania? Celnicy mieli mnie w głębokim poważaniu; mnie i mój alternator. Skupili się za to na jednej babuszce, u której znaleźli w walizkach kilogramy ciuchów, zdecydowanie nie w jej rozmiarach ani guście. Babuszkę zatrzymano za niezgłoszenie przewożonych ubrań, jednym słowem – przemyt, nie wiadomo co się z nią dalej działo.

Wsiadając do autokaru, który przejeżdża przez granicę amerykańsko-meksykańską, wyobrażamy sobie (a przynajmniej ja sobie wyobrażałam) bandę cholos, rzezimieszków, ciemnych typów jadących za chlebem. Otóż nic bardziej mylnego. Zarówno w jedną, jak i drugą stronę jadą praktycznie samy kobiety. Głównie babcie, odwiedzające i wracające z odwiedzin u swoich dzieci i wnuków. Matki z maluchami na rękach, kobiety z ogromnymi walizkami, przywożące i zawożące tony dobroci w obie strony. I ja, Polka szmuglująca alternatory.

Dotarłam do Monterrey, znalazłam warsztat, wymieniłam alternatory i rury. Wracam.

W drugą stronę może być weselej. Po pierwsze kolejki, po drugie, to jednak TA granica jest lepiej strzeżona, a ja mam w plecaku alternator wyglądający jak bomba.

Poszło szybko, 10 minut (wow!) i już przy skanerze. Mój plecak przejeżdża, historia w głowie idealnie ułożona, z niecierpliwością czekam na reakcję celnika. Celnik mruży oczy i zabiera plecak. „AHA! Wiedziałam!”.

„Czy to Pani plecak?” – zadaje pytanie z kamienną twarzą.

„Tak, zaraz wszystko wytłumaczę!” – zaczynam się lekko denerwować.

„Czy ma Pani ze sobą jakieś owoce?” – pyta.

Owoce?!

„Tak, mam jabłko, zapomniałam” – odpowiadam.

„Proszę je wyjąć, przewożenie ze sobą owoców jest nielegalne

Wyjęłam, zabrali.

„To wszystko”.

:O

Byłam bardzo zawiedziona…

PS. Dodam tylko, że jabłko jechało ze mną ze Stanów, po prostu nie zdążyłam go zjeść, miało nawet amerykańską naklejkę.

PPS. Okazało się, że alternator nie działał. Musiałam jechać drugi raz po kolejny. Tym razem nowy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s