Do ludzi rozsądku, do rozsądku ludzi

Najpierw chciałam napisać kilka dni temu. Miał to być wpis o braku empatii, poczekałam. Potem chciałam napisać innym tonem, szyderczym i prześmiewczym o tolerancji i strachu przed nieznanym, poczekałam. Odkąd toczy się Facebookowa dyskusja na temat uchodźców (swoją drogą, na jaki temat w ogóle jest ta dyskusja?), staram się nic nie pisać, tylko czytać i czekać. Czasem krew się burzyła, czasem chciało się płakać, czasem ręce opadły, ale poczekałam.

Dzisiaj już skomentuję, bo chyba wiem co chciałabym wreszcie powiedzieć. Czytam artykuły i komentarze. Staram się pomijać te przesiąknięte gniewem i nienawiścią, które są tylko kolejną odsłoną hejterstwa, którego zaznaliśmy przy innych tematach. Szkoda na nie czasu i energii. Czytam komentarze tych, co krzyczą „przyjmować uchodźców“ i tych, co krzyczą „nie przyjmować uchodźców“ i mam wrażenie, że mamy przed sobą bardzo duży problem. Islamizacja Europy? Ginący ludzie? Tak, to też. Jednak naszym głównym problemem jest to, że zupełnie nie umiemy siebie słuchać. Każdy krzyczy, nikt nie słucha. Jeśli nie słuchamy, to nie zrozumiemy, a jeśli nie zrozumiemy, to nie rozwiążemy. Naszym problemem nie są teraz uchodźcy, tylko doprowadzenie nas samych do porządku.

Ty, który tak zaciekle bronisz uchodźców, czy rzeczywiście masz poukładane w głowie i zastanawiałeś się, co z nimi będzie za 1, 5, 10 lat gdy będą dalej żyć w Twoim kraju i będziesz z nimi obcował na co dzień? Czy wiesz jak się zachowasz, gdy okaże się, że nie potraficie się dogadać?

Ty, który bronisz granicy przed najazdem islamu, czy zastanawiałeś się co czuje człowiek, który ucieka z kraju, który jest jego krajem, gdzie zostawia wszystko, co było dla niego ważne, nie wie co będzie jutro, ale wie, że musi przeżyć za wszelką cenę, może ma dzieci, dla których to robi, a może po prostu chce żyć? Czy byłeś kiedyś w choćby przybliżonej pozycji?

Apeluję do wszystkich ludzi, którzy zabierali bądź nie zabierali głosu w tym chaotycznym przerzucaniu się argumentami, zdjęciami, statystykami; apeluję do ludzi rozsądnych, którzy mają swoje zdanie na „tak” i na „nie” i mają swoje argumenty, ZACZNIJMY SIĘ SŁUCHAĆ i nie popadajmy w paranoję. W żadną stronę.

Rozumiem doskonale osoby, które są za przyjęciem uchodźców do Polski, rozumiem, że chcą pomóc ludziom w potrzebie i uważają to za swój obowiązek, rozumiem, że wysyłają pieniądze, zgłaszają się na ochotników do pomocy, a nawet do przyjmowania uchodźców we własnych domach. Znam takie osoby i jestem w stanie zrozumieć ich postępowanie. Są to osoby, które szybko reagują na cudzą krzywdę, podchodzą do sprawy emocjonalnie i chcą w jak najszybszym czasie zaradzić problemowi, którym są bezdomni, głodni, wycieńczeni ludzie, gdzieś na łodziach, dworcach, w drodze.

Rozumiem też doskonale osoby, które nie chcą, aby Polska przyjęła uchodźców. Rozumiem ich obawy przed asymilacją, różnicami kulturowymi, religijnymi. Są to bardzo poważne pytania, które musimy sobie wszyscy stawiać. Rozumiem, że nie przekonują ich zdjęcia zabitych dzieci i przykłady jak to Polaków przyjmowano w Iranie. Rozumiem to, bo uważam, że rozpowszechnianie emocjonalnych obrazków i stawianie ich nam jako wyrzut sumienia tylko szkodzi dyskusji i jest słabym marketingowym chwytem. Te osoby patrzą w przyszłość, myślą o tym co będzie dalej i jak poradzimy sobie z tymi różnicami, o których wszyscy dobrze wiemy, że istnieją.

Obie strony mają dużo mądrych rzeczy do powiedzenia, gdybyśmy naprawdę się słuchali, może nawet moglibyśmy znaleźć wspólne wątki. Nie zgadzam się z tym, że przeciwnikom przyjmowania uchodźców zarzuca się brak człowieczeństwa. Nie zgadzam się, że jeśli ktoś jest przeciwny to jest to równoznaczne z tym, że pragnie jego śmierci. Nie zgadzam się też z krytyką w stronę osób przychylnych uchodźcom, którzy nie tylko mówią, ale robią wiele wspaniałych rzeczy, aby pomóc ludziom, którzy są w potrzebie, dlaczego nie pozwolicie im działać w spokoju? To i tak niełatwe zadanie.

Niestety, może jest to specyfika mediów, fakt, że dzisiaj każdy może wejść w wirtualną interakcję z każdym artykułem, tekstem, człowiekiem z drugiego końca świata. Komentowanie nas pobudza, dodaje emocji, ale też wykańcza. Trzeba być bardzo ostrożnym, aby nie dać się porwać kuli śniegowej, która przetacza się przez sieci społecznościowe i pochłania nas wszystkich. Zastanów się następnym razem zanim coś napiszesz.

Jeszcze dwa przykłady to przemyślenia.

Benjamin Skinner to dziennikarz, który zajmuje się tematem niewolnictwa we współczesnym świecie. Zapewne tyle zbrodni i cierpienia ile widział, mało kto jest w stanie przyjąć i przetrawić. W swojej książce „Zbrodnia” opisuje, jak to zaproponowano mu wykupienie kilkuletniej dziewczynki za 50$. Miał do wyboru – dać sprzedającemu pieniądze i „uratować” jej życie, – albo odejść. Odszedł. Dlaczego? Bo jeśli by ją kupił stałby się częścią machiny, utwierdziłby w przekonaniu kupującego, że jego biznes ma sens, a niewolników, że handel ludźmi jest opłacalny i potrzebny. Jak można go ocenić? Wciąż mam z tym problem i nie wiem. Ale zawsze gdy dzieje się tragedia, staram się o tym myśleć i przypomnieć sobie, że rozwiązania emocjonalne i pozornie słuszne, nie muszą być zawsze najlepsze. Należy podkreślić, że tu nie chodzi o brak empatii czy nieludzkość Skinnera. On bierze na siebie całe zło które widział i z którym się zetknął, musiał je przełknąć, żeby móc działać efektownie i zobaczyć problem z dużo szerszej perspektywy. Dzięki temu jest w stanie dokonywać rzeczywistych zmian w tym temacie.

„Jestem Biały. W Polsce, w Europie, nigdy się nad tym nie zastanawiałem, nie przychodziło mi to do głowy. Tutaj, w Afryce, stawało się to wyznacznikiem najważniejszym, a dla prostych ludzi – jedynym. Biały. Biały, czyli kolonialista, grabieżca, okupant. Podbiłem Arykę, podbiłem Tanganikę, wyciąłem w pień plemię tego, który stoi akurat przede mną, jego przodków. Zrobiłem go sierotą. W dodatku sierotą upokorzonym i bezsilnym. Wiecznie głodnym i chorym. Tak, kiedy patrzy teraz na mnie, to właśnie musi myśleć: Biały, ten, który mi wszystko zabrał, bił dziadka batem po plecach, gwałcił moją matkę. Masz go teraz przed sobą, przypatrz mu się! Nie umiałem rozwiązać we własnym sumieniu problemu winy. W ich oczach, jako Biały, byłem winny. Niewolnictwo, kolonializm, pięćset lat krzywdy – to przecież sprawka Białych. Białych? A więc i moja. Moja?“ R.Kapuściński „Heban“

Dopiero kiedy ktoś wyjedzie poza swoje bezpieczne podwórko, styka się z rzeczywistością. Kim jestem? W co wierzę? Dlaczego jestem jaki jestem i wierzę w to, co wierzę? Dopiero, gdy zostajemy z tym pytaniem sami, jesteśmy w stanie na nie szczerze odpowiedzieć. Ja również musiałam się z tym zmierzyć, kiedy przyjechałam po raz pierwszy do Meksyku, kraju skolonizowanego przez Europejczyków. Musiałam się zmierzyć z podziwem, uwielbieniem, ale też nienawiścią i zawiścią w stosunku do mnie, jako przedstawicielki Białej rasy. Czy kiedykolwiek myślałes/aś o sobie jako o Białym człowieku? Nie Warszawiaku, nie Poznaniaku, nie Polaku, nie Słowianinie, nie Europejczyku; ba, nawet nie przedstawicielu kultury Zachodniej! Ja jako Biały człowiek. To nie ja wybijałam Indian, to nie ja burzyłam piramidy, aby na ich miejscu postawić kościoły, to nie ja wywoziłam złoto, ropę naftową, to nie ja odbierałam ziemie i sprzedawałam ją zachodnim koncernom; ale Ja czułam na sobie brzemię setek lat wyzysku, niesprawiedliwości i zła. Dopiero przy bliższym poznaniu, dopiero przy rozmowie, brzemię spadało.

Nie każdy uchodźca jest terrorystą, nie każdy muzułmanin bije żonę i nie każda kobieta jest zniewolona. Nie każmy im odpowiadać za całe zło czynione przez innych wyznawców tej samej religii. Oni też i przed tym uciekają.

Jeżeli nie potrafimy się dogadać między sobą, My, ludzie mówiący tym samym językiem, wychowani w większości w tej samej religii i kulturze, będący jednym narodem; jak sobie to wyobrażamy w kontakcie z uchodźcą? A jeżeli zakończymy temat jedynie na rozwiązaniu „zamknijmy granice“, to będziemy hipokrytami, gdyż sami z tych otwartych granic korzystamy. Za każdą postawą jest szereg trudnych pytań, z którymi się trzeba zmierzyć. Zacznijmy się słuchać i starajmy zrozumieć, przestańmy bezsensownie komentować, bądźmy rozsądni. Zdajmy sobie sprawę, że ostatecznym rozwiązaniem nie będzie ani stanowcze „tak“ i przyjęcie wszystkich potrzebujących, ani stanowcze „nie“ i odgrodzenie się od świata islamu. Nikt tu nic nie wygra, każdy będzie rozczarowany i każdy będzie musiał jakoś z tym dalej żyć. A do porządku dziennego przejdziemy szybciej niż nam się to wydaje.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Do ludzi rozsądku, do rozsądku ludzi

  1. Bardzo długo szukałam komentarza do obecnej sytuacji i w końcu go znalazłam w Twoich słowach. Chciałbym, żeby ludzie zaczęli się słuchać, zamiast przekrzykiwac się utartymi frazesami, ale przestaję wierzyć, że szybko do tego dojdzie.

    Polubione przez 1 osoba

    • Pewnie szybko do tego nie dojdzie, jeżeli w ogóle kiedykolwiek. Nadzieja w tych, którzy chcą słuchać i chcą zrozumieć drugiego człowieka. Koniec końców każdy z nas chce być po prostu wysłuchany i zrozumiany. Takie to proste. I trudne.

      Polubienie

  2. Jak dobrze, że to napisałaś. Bo ja popadam w przerażenie widząc te jatki na facebooku. O odpowiedzialności kolektywnej myślę dużo. Chyba trudno nie myśleć, będąc w Stanach, gdzie biali, mam wrażenie, jakby się tą odpowiedzialnością zmęczyli. To nie oni mordowali Indian, to nie oni posiadali niewolników, a więc niech wszystkie mniejszości radzą sobie same. Może słusznie. Choć z drugiej strony, dzwon bije każdemu z nas. Bardzo mam nadzieję na jakąś konstruktywną burzę mózgów, ale zdarza się to naprawdę rzadko. W większości przypadków kończy się tak, że wylewa się na mnie potok czyichś kompleksów, lęków, uprzedzeń, złych doświadczeń i traum. Szkoda, że tak trudno się ludziom wznieść ponad własne ego.

    Polubienie

    • Ostatnio mam wrażenie, że żyjemy w czasach, w których przeszłość nie istnieje. Wszystko jest nastawione na tzw. „dziś” i nawet wydarzenia sprzed kilku lat odchodzą szybko w niepamięć. Wszystko „googlujemy” sprawdzamy w wikipedii, czytamy tylko tytuły, żeby jak najszybciej znaleźć odpowiedź. Oceniamy każde wydarzenie powierzchownie i nie jesteśmy w stanie spojrzeć na problem głębiej, krytyczniej, aby dokonać rzetelnej analizy. Tak też jest w tym przypadku. Nieznajomość historii, brak umiejętności porównania sytuacji z innymi wydarzeniami, nie mówiąc już o braku empatii i krytycznego myślenia sprawia, że wszystko traci sens. W ten sposób nie znajdziemy rozwiązań, a będziemy tylko zalepiać dziury, które co rusz będą pękać. Taka przykra perspektywa.

      Polubienie

  3. Isia, swietnt tekst. I masz racje, nie ma dobrego rozwiazania tej sytuacji. Migracje czy emigracje istnieja od tysiecy lat i predzej czy pozniej wszyscy przyzwyczajaja sie do nowych okolicznosci.
    Troche zejde z tematu krytycznej sytuacji w Europie i odniose sie do wiecznego narzekania emigranta (rowniez emigranta z Iraku, Afganistanu czy Syrii jesli nie zdecyduje sie na powrot do swojego kraju po wojnie). Jestem zwolenniczka doktryny ‚Przyjeżdżasz do Rzymu, zachowuj się jak Rzymianin’.
    Mimo, ze w Meksyku chce zmienic bardzo wiele rzeczy, wiem ze jest to niemozliwe fizycznie ale tez kulturowo. Nikt nie bedzie sluchal moich pokrzykiwan o tym, ze trzeba zminic podejscie Meksykanow do porzadku na ulicach, bezpieczenstwa, korupcji, kobiet, postrzegania czasu itp.. Wiec albo zaakceptuje panujace tu zasady i zorganizuje tu swoj swiat, albo przeciez zawsze moge wrocic skad przyjechalam.
    I to samo powinno sie tyczyc wszystkich sytuacji: albo szanujesz kulture, zwyczaje, klimat, jezyk i ZASADY kraju ktory cie ugoscil, albo korzystasz z najwiekszej zdobyczy swiata Zachodu: wolnosci, w tym przypadku do wyjazdu
    Pozdrawiamy z DF !

    Polubienie

    • Zdecydowanie się zgadzam i tak też staram się zawsze robić. Ale też wydaje mi się, że jednak my, wychowani w podobnych systemach kulturowo-religijnych (mam na myśli kulturę bazującą na katolicyzmie, choćby obchodzenie świąt w konkretnych dniach, państwowe dni wolne, itd.) łatwiej odnajdujemy się w innych krajach wychodzących z tych samych korzeni. Nie wiem jak to tak naprawdę jest z muzułmanami, bo szczerze mówiąc nigdy nie miałam aż tak bliskiej styczności z ich religią i też nie wiem do końca jak fukcjonują w różnych państwach. Myślę, że dużo zależy tu od Państwa i prawa. Teraz mieszkam w jednej klatce z Japończykami, Hindusami, Wenezuelczykami, Amerykanami, itd., i jakoś nie widzę większych różnic niż w innych miejscach gdzie mieszkałam. Jestem jak najbardziej za tym, że gdy ktoś gdzieś przyjeżdża, powinien dostosować się do warunków, nie na odwrót. Tak samo prawo i państwo powinno być na tyle otwarte, aby każdy mógł wyznawać swoją religię. Brzmi ładnie, ale gdzie przebiegają granice? Pewnie trudniej stwierdzić. No nic, obserwujemy, piszemy, rozmawiamy, zobaczymy co będzie dalej. Pozdrowienia!!:)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s